W pogoni za szczęściem...


Od czasu, do czasu lubię przeczytać sobie coś luźniejszego, ale niespecjalnie odległego od życia. Tego akurat "Testerce" odmówić nie można. Bo faktycznie jest to jedna z tych odprężających książek, choć trudnych tematów również nie zabraknie.





Co to za testerka?





Główną bohaterką książki jest Agnieszka, która zawodowo... Uwaga, uwaga, pisze bloga. Już wiecie dlaczego miałam wielką ochotę przeczytać tę książkę? Agnieszka testuje na sobie różne przepisy na szczęście. Sprawdza jak frazesy głoszone przez rozmaitych coachów od szczęśliwego życia mają się do jej własnej rzeczywistości. Swoją drogą... Ciekawy pomysł i ciekawa nisza.









W miarę stonowane życie Agnieszki drastycznie zmienia się, gdy jej siostra postanawia wyjść za mąż. Siostra stawia przed Agnieszką dosyć nietypowe wyzwanie. Myślę, że ja bym się jeszcze bardziej wkurzyła na miejscu głównej bohaterki. Ale nie, nie powiem Wam o co chodzi, bo nie byłoby sensu czytać tej książki ;)





Poznajemy nie tylko Agnieszkę, ale również jej najbliższą rodzinę. Uroku całej opowieści dodaje pojawiająca się od czasu do czasu banda siostrzeńców. Niektórych z pewnością zauroczy sielski klimat tej opowieści. Fabuła rozgrywa się bowiem w malowniczych okolicznościach przyrody.





Podsumowanie...





Choć książka nie porwała mnie jakoś bardzo, to jest to lektura całkiem przyjemna na letnie, spokojne wieczory. To luźna, choć nie unikająca trudniejszych tematów obyczajówka. Miłośniczki romansów też znajdą tutaj coś dla siebie. ;)































Liliana Pędziwiatr. Kształcące wrażliwość rozmowy ze zwierzętami.


Przygody Liliany Pędziwiatr zachwycą niejedną małą dziewczynkę. Dlaczego? Główna bohaterka tej książki ma pewien wyjątkowy dar. Potrafi rozmawiać ze zwierzętami i wraz z grupą przyjaciół rozwiązuje ich problemy. W serii do tej pory ukazały się 4 książki. Dzisiaj opowiem Wam o pierwszych dwóch.





Mały osiołek - opowieść o różnorodności





Historia o małym osiołku, to historia o różnorodności, napisana z ogromną wrażliwością. Poznajemy małego osiołka, który wychował się wśród kozic i jest bardzo niepewny siebie. Trafia do stadniny koni, gdzie jest wyśmiewany z powodu swojego udawanego akcentu. Bardzo chciałby dopasować się do końskich towarzyszy. Każda próba kończy się jednak salwą śmiechu.





W tej trudnej sytuacji na ratunek przychodzi Liliana, która pokazuje osiołkowi, że jego odmienność to równocześnie wyjątkowość. To opowieść o tym, że każdy z nas jest inny, ale równocześnie wyjątkowy. O tym, że nie warto być jak ktoś, lecz przede wszystkim realizować swoją własną indywidualność i czerpać z tego radość.









Świnka morska - krótka, bogata opowieść





Choć historie o Lilianie Pędziwiatr są krótkie, zdecydowanie bogate w wątki i morały. Historia o śwince morskiej, to opowieść o przyjaźni, o samotności, a także o właściwym i niewłaściwym traktowaniu zwierząt. W drugiej części opowieści o Lilianie znajdziemy jeszcze więcej wrażliwości na potrzeby innych, świadomości jak należy traktować zwierzęta, oraz odpowiedź na pytanie czym jest przyjaźń.





Jeszcze słowo...





Animuszu tym opowieścią dodaje moim zdaniem kotka Hrabina von Szmit, która jest przekonana o swoim szlacheckim pochodzeniu. W drugiej części pojawia się drugi kot, Książę Mortimer. Czy tych dwoje znajdzie wspólny język? Śmiem wątpić. Sami sprawdźcie dlaczego. Naprawdę warto przeczytać tę książkę.





Polecam ciepło i przytulnie <3































Mały Miliarder, bo przyjaźń jest najważniejsza


Książka Davida Walliamsa to opowieść dla dzieci, ale również dla rodziców. Podczas lektury wyśmienicie się bawiłam i muszę przyznać, że nawet kilka razy zaśmiałam się w głos. Natomiast morał z tej opowieści, powinny wyciągnąć nie tylko dzieci, ale również dorośli.





Papier Toaletowy "Zadkobłysk"





To właśnie na nim ojciec głównego bohatera dorobił się fortuny. Nowobogacki Pan Burak zamienił czas spędzany z synem, na baaaaaaaaardzo kosztowne prezenty a także na chwalenie się ilością posiadanych pieniędzy. Przejawiało się to między innymi w złotych sztućcach, a także w "kupowaniu" sobie znajomych, czy relacji.





Historia Józka Buraka, małego miliardera, zaczyna się w dniu jego urodzin, kiedy to chłopiec po otrzymaniu miliona dolarów oświadcza, że chciałby dostać prawdziwy prezent, ponieważ czuję się samotny.





Okazuje się, że Józek najbardziej na świecie chciałby mieć przyjaciela. A nie jest to taka łatwa sprawa...









To wielowątkowa historia





A także lekcja na temat nawiązywania relacji. Pokazująca, że nie wszystko można kupić, a także to, że pieniądze mogą ranić gdy nieodpowiednio się nimi dysponuje. To historia o nauczkach i potyczkach ze szkolnym życiem. Ale przede wszystkim to opowieść o tym, na czym naprawdę polega przyjaźń. Ubrana w osobliwy i humorystyczny klimat.





Fajnym akcentem dla dzieci będą wstawki, które poczynił autor, żeby trochę zaktywizować małego czytelnika. Na końcu opowieści dowiadujemy się również co się stało z pozostałymi bohaterami książki.





Na koniec...





Dodam jeszcze, że do szkolnej stołówki powinien zajrzeć sanepid, bo rzeczywiście jakość podawanych posiłków jest tam mocno żenująca (dania z pleśni, i różnych innych obrzydliwości). A pani Chochla zdecydowanie powinna zmienić profesję ;)



































Bajeczki Babeczki + sprawdzian gotowości szkolnej


Wspólna lektura i wspólne aktywności, czyli coś, co lubię najbardziej. Zarówno w bajce "O mądrej żabce, boćku Klekocie i upartej zimie", jak i w "Znikających kropkach" autorka zawarła na końcu propozycję zabawy, porady dla rodziców oraz kartę pracy.





Niedosyt





Jako mama odczuwam trochę niedosyt po zapoznaniu się z tymi książeczkami. Wydaje mi się, że zadań mogłoby być więcej, a także chciałabym poznać punkt widzenia Babeczki na różne sprawy. Kim jest Babeczka? Przede wszystkim babcią małego Aleksandra, a poza tym doświadczonym pedagogiem, nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej, logopedą i wieloletnim dyrektorem szkoły podstawowej.





Dla mnie, jako mamy zorientowanej na edukację domową bardzo cenne są doświadczenia i porady takich osób. Jestem również ciekawa ich poglądów na sprawy dotyczące rozwoju dziecka.





"Decyzja "wyboru ręki" jest bardzo ważna w skutkach, a co za tym idzie - trudna do podjęcia dla rodzica, który nie ma wiedzy na ten temat. Jeśli masz wątpliwości, nie podejmuj jej sama, tylko udaj się po radę do psychologa lub logopedy"





Napisała Ewa Rosolska w "Radzie Babeczki". Jako dociekliwa mama odczuwam niedosyt, chciałabym trochę więcej się na ten temat dowiedzieć od samej autorki.









Co do bajek...





Uważam, że są uniwersalne i spodobają się zarówno chłopcom i dziewczynkom. Zdecydowanie można je wykorzystać do nauki responsywnego (aktywnego) czytania i twórczej pracy z tekstem. Jeśli chodzi o ilustracje, najbardziej spodobały mi się te zawarte w "Znikających kropkach". Są pozytywne, nietuzinkowe i potrafią zaciekawić.





Koniec końców... Polecam!





I zachęcam do lektury <3































Magiczne odloty w związku z naturą


Jak łatwo się domyślić po tytule tego wpisu, książka nieszczególnie przypadła mi do gustu. O ile bardzo sobie cenię bliskość natury i zielone życie, to niekoniecznie należę do tych osób, które będą pisać rytualne listy o pełni księżyca.





Level hard





"Kobieta w związku z naturą" stoi często w sprzeczności z własnymi założeniami. O ile rozumiem różne działania psychologiczne mające na celu samoakceptację, to niekoniecznie jestem za tym, żeby wrzucać butelki z listami do morza. Śmiecenie nie jest zgodne z naturą. Cóż... Nie oszukujmy się, z punktu widzenia morskich stworzeń, nie ma znaczenia czy wrzucasz do morza butelkę po piwie, czy butelkę z listem.









Nie ma tego złego





Na uwagę na pewno zasługują przepisy zawarte w książce. I jakiś taki ogólny duch samoakceptacji i wyrozumiałości dla samego siebie. Niemniej jednak, gdybym miała tak bardzo i tak intensywnie skupiać się na sobie, jak zalecono w tej książce - to chyba nie miałabym życia poza tymi wszystkimi rytuałami.





Absolutnie nie oceniam autorki...





Każdy powinien robić to, co czuje i to, co uważa za słuszne, o ile oczywiście nikogo tym nie krzywdzi. Po prostu akurat ta książka nie trafia w moją racjonalność i w moje odczuwanie świata, ale kto wie, może okaże się odpowiednia dla Ciebie?































Wariacje pewnej Luśki


Życzyłabym sobie więcej takich książek do recenzji. Naprawdę! Dzisiaj z samego rana poleciłam tę książkę mojej mamie i umówiłyśmy się już, że jej pożyczę. Książka zaczyna się i kończy dość nietypowo. Ale jak? Spokojnie, nie powiem. Będzie bez spoilerów.





Zadziwienie opiniowe





Zajrzałam w Internety i trochę się zdziwiłam, że opinie na temat tej książki są takie... średnie. Szczerze mówiąc nie rozumiem. Czyżby Czytelnicy w całym swoim życiu byli tak absolutnie bezbłędni, a może nawet... sztywni? Absolutnie nie zgadzam się z negatywnymi opiniami na temat tej książki. Choć oczywiście, o gustach się nie dyskutuje, więc i ja zamykam się już. :D





Oj Luśka, co Ty znowu nawyrabiałaś





"Luśka" Doroty Krawczyk opowiada o nastoletniej Łucji wchodzącej w dorosłość. A tak właściwie, to główna bohaterka sama opowiada o sobie, wspominając czasy swojej młodości. Zdrowo się uśmiałam przy lekturze, dynamika książki bawi, a bohaterowie są wyraziści. Pomimo zmieniającej się akcji żaden z nich nie traci swojego charakteru.





"Książka nic nie wnosi" - napisała jedna z recenzentek. Nie zgadzam się z tą opinią, ponieważ w moje popołudnie wniosła kilka szczerych uśmiechów i przypomniała o czasach, w których błahe sprawy urastały do rangi prawdziwych problemów. Autorka książki zdecydowanie ma wyczucie dla uroków nastoletniości i znajomości rozmaitych wiejskich zwyczajów. Doskonale oddała ten klimat.









Choć losy Luśki to nie tylko śmiech, ten zdecydowanie przeważa. Oczywiście, jeśli jesteśmy w stanie spojrzeć na bohaterkę z dystansem, a momentami z pobłażaniem dla jej nastoletnich zachowań. Nieodpowiedzialna? Na pewno. Ale wciąż charakterna i dająca się lubić. Jeśli chodzi o inne uroki tej książki, animuszu zdecydowanie dodaje postać Grażyny, pojawiająca się od czasu do czasu.





Czy warto?





Warto! Książka pozostawiła we mnie pewien niedosyt i to jest zdecydowanie atut, bo dzięki temu będę o niej długo pamiętać. Czuję się pozostawiona z milionem pytań ale też chętna do lektury kolejnej części, o ile taka się ukaże.





Zdecydowanie polecam! <3


























Kolorowa edukacja - naklejanie i kolorowanie


Dzisiaj coś aktywizującego dla małych artystów i odkrywców. Zestaw książeczek "Kolorowa Edukacja" a każda z nich, tak samo warta uwagi.





Wiedza "przy okazji"





Uwielbiam takie materiały dydaktyczne, które serwują wiedzę przy okazji. Dzięki temu łatwiej jest wykształcić w dziecku właściwe podejście do nauki. Zdobywanie wiedzy nie ma być przecież przykrym obowiązkiem, lecz ciekawą przygodą!





I tak z "Pór roku" mali odkrywcy dowiedzą się jakie święta przypadają w określonym czasie. A także poznają aktywności charakterystyczne dla każdej pory roku. Z kolei "Drzewa Polski" nauczą jak rozróżniać liście i korę poszczególnych drzew. A "Parki Narodowe" zapoznają ze skarbami naszej przyrody.





W każdej książeczce oprócz kolorowanki znajdziemy, krótkie, edukacyjne teksty pasujące do obrazka oraz miejsca na wklejenie naklejek.









Zdecydowanie polecam!





Kolorowanki będą świetnym pretekstem do edukacyjnych rozmów. A wielość elementów do pokolorowania na pewno zajmie małych odkrywców na jakiś czas. 😊































Wrażenia z lektury "Wyznania"


Moja przytulna strona ma swoją drugą stronę, jaką jest upodobanie w ciężkich klimatach i historiach. Czytelnicy mojej książki wiedzą, że jestem taka słodko-kwaśno-gorzko-ironiczna, ale równocześnie z promieniem słońca, który przebija przez wszystkie takie nastroje. Jeśli jeszcze tego nie wiecie, zapraszam Was do lektury mojej książki.





Dzisiejszy wpis trochę różni się od recenzji, które dla Was piszę. Są to moje wrażenia z lektury książki, której jeszcze nie skończyłam. Dostałam ją od wydawnictwa RM i z rozżaleniem odkryłam, że niestety wydawnictwo nie ma innych książek tej autorki, mam nadzieję, że to się zmieni.





Pełnokrwista Jo Spain









Jo Spain jest autorką kryminałów. Jest to o tyle ciekawe, że ja generalnie nie przepadam za kryminałami, natomiast "Wyznanie" jest naprawdę świetnie napisaną książką z pogranicza thrillerów psychologicznych i kryminałów. Mam wrażenie, że wręcz ją pochłaniam. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ dawno nie miałam w rękach tak wciągającej lektury. Dowiedziałam się, że "Wyznanie" to pierwsza książka tej autorki.





Dlaczego pełnokrwista? Cóż, nie zdradzając wiele... Zaczyna się masakrycznie. Od ataku na znanego biznesmena, który miał miejsce w domu, na oczach jego żony. Zachowanie żony budzi pewne podejrzenia, po paru dniach na policję zgłasza się mężczyzna, który twierdzi, że kogoś zabił, ale nie ma pojęcia kogo.





Sprawa nabiera rumieńców, gdy niektóre fakty zaczynają się rozjeżdżać.





W klimacie Pattersona i Grossa





Mam wrażenie, że Jo Spain uderza trochę w klimaty Pattersona i Grossa, które są generalnie bliskie mojemu sercu, bo bardzo chętnie czytam książki napisane przez ten duet. Praca w księgarni uświadomiła mi, że zazwyczaj czytelnicy norweskich kryminałów nie przepadają za Pattersonem i Grossem, zaś miłośnicy Pattersona nie lubią norweskich kryminałów. Co do mnie, ta zależność również okazuje się prawdziwa.





Bardzo lubię krótkie formy. Nie lubię przerywać lektury w połowie rozdziału, dlatego wolę krótkie, treściwe rozdziały zakończone jakimś wciągającym twistem. Książka Jo Spain jest napisana właśnie w takim kluczu i bardzo mi się to podoba. Nie wiem, czy klimat ten utrzyma się do końca. Na pewno dam Wam znać. ;)





Słowo o współpracy z Wydawnictwem RM





Już od jakiegoś czasu kwitnie moja współpraca z Wydawnictwem RM i chciałabym w tym miejscu bardzo podziękować za okazane zaufanie. Jestem tym bardziej szczęśliwa, że oferta wydawnicza jest naprawdę różnorodna i zdecydowanie skierowana do osób takich jak ja, które interesują się bardzo wieloma dziedzinami życia. :)





A może ktoś z Was czytał "Wyznanie"?





  • Macie jakieś przemyślenia na ten temat?
  • A może zrobimy tutaj sobie jakiś dyskusyjny klub książki?
  • Jaką literaturę lubicie najbardziej?




Dajcie znać w komentarzach :)





Trzymajcie się ciepło i przytulnie <3




























W poszarzałym "Oknie"...


Niedawno, zupełnie nieprzypadkowo wpadła mi w ręce książka "Okno" Mariki Krajniewskiej. Dostałam ją od Wydawnictwa Papierowy Motyl w tzw. Paczce Niespodziance. :) Uwielbiam niespodzianki! A Wy? Jeśli chcielibyście ze mną współpracować, lub wysłać jakąś Paczkę Niespodziankę z tym założeniem, że może opowiem o niej na blogu, to zapraszam do kontaktu: przytulne.nieulotne@gmail.com. Ale dosyć tej autopromocji! Porozmawiajmy o książce...





Dalekość i Bliskość









To dwa tematy, które moim zdaniem najczęściej pojawiają się w zbiorze Mariki Krajewskiej. Poszarzałość i melancholia walczą z przebijającą między wierszami potrzebą koloru. A proza życia przykrywa zapomniane marzenia...





Okno znajdujące na okładce książki jest otwarte, choć te, za którymi stają bohaterowie opowiadań wydają się zamknięte, przybrudzone. Samo okno ma tutaj wielokrotnie znaczenie symboliczne. Raz zdaje się być drogą ucieczki, innym razem szczelnie zamyka przed marzeniami.





W książce pojawił się także temat niespełnionego marzenia o macierzyństwie, które doprowadziło do załamania psychicznego bohaterki opowiadania. Choć w "Oknie" poruszono tematy trudne, opowiadania czyta się lekko i swobodnie. A refleksja przychodzi sama, skrycie prowadzona przez autorkę książki.





Czy polecam?









Jak najbardziej. Zdecydowanie warto przeczytać tę książkę. Może nie w biegu, nie w pośpiechu. Zbyt wiele treści zasługuje na to, aby się na nich zatrzymać. Pomyśleć, choćby przez chwilę i innym spojrzeć na drugiego człowieka trochę inaczej. Jak na odbicie naszych własnych problemów i trosk.































Superfarmer & Koza, rodzinna rozgrywka w naszym domu


Niedawno nawiązałam współpracę z firmą Granna. Jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwa i dziękuję pięknie za okazane zaufanie <3 . Jest to ważna informacja dla moich Czytelników, ponieważ od teraz, na blogu znajdziecie również recenzje gier i zabawek. :) A tymczasem zapraszam do lektury...









Superfarmer wielki powrót...





Nie było to dla mnie pierwsze spotkanie z grą Superfarmer. Mam starą wersję tej gry i bardzo ją lubię. W nowej bardzo podobają mi się zagrody (są to plansze na zwierzęta) oraz figurki psów, które w starej wersji występowały jako obrazki na prostokątnych kartonikach. Tabliczki ze zwierzętami również zmieniły formę, są okrągłe, większe niż ich starsze poprzedniczki, bardziej wyraziste i śmieszne (co dodaje humoru rozgrywce).









Ale zaraz, zaraz, o co chodzi...





No właśnie, ja jak zwykle po swojemu. Najpierw zachwyty, a potem konkrety. Na czym polega Superfarmer? W grze chodzi o to, żeby uzbierać pełną zagrodę zwierząt. To znaczy taką, w której znajdzie się przynajmniej jeden królik, owca, świnia, krowa oraz koń. Gracze rzucają kostkami i w zależności od tego, co wypadnie na kostce dobierają lub tracą zwierzęta. Plan uzbierania pełnej zagrody może popsuć lis, wilk, a w tej wersji również niesforna koza.









Grę udało nam się rozegrać rodzinnie





Ponieważ rozpakowaliśmy ją w dniu, w którym odwiedzili nas moi rodzice. Tak się złożyło, że nasz Pierniczek przysnął, a dorośli postanowili oddać się poważnej rywalizacji. Niestety nie wygrałam, chociaż osobiście uważam, że jestem Superfarmerką no to cóż... Nie tym razem. Jak podejrzewam najbardziej wygrać chciał Pan Mąż, ale taktyka mojego Taty okazała się bardziej skuteczna (składam oficjalne gratulacje).





Nie wspomniałam o dość ważnym elemencie tej gry, jakim jest wymiana. Na tabliczkach napisano wartość poszczególnych zwierząt. I tak np. 6 królików można wymienić na 1 owcę. Jest to gra strategiczna, ale też ekonomiczna. Trzeba nieustannie myśleć o tym, co się bardziej opłaca i swoje decyzje dzielić przez ryzyko wyrzucenia wilka, przed którym uchronić może tylko duży pies.









Ciekawostka





Ta gra u swoich początków nazywała się "Hodowla Zwierzątek". Powstała w 1943 roku w Warszawie, a jej autorem był polski matematyk, Karol Borsuk. Utracił on miejsce pracy po tym, jak Niemcy zamknęli Uniwersytet, a sprzedaż gry była sposobem na podratowanie domowego budżetu. I wiecie co... Bardzo się cieszę, że profesor Karol Borsuk stracił pracę, bo gdyby nie to... nie byłoby Superfarmera :)









Czy warto?





No pewnie, że warto. Ta gra wciąga różne pokolenia. Wciągnie dzieci, ale także dorosłych. Wariantów jest mnóstwo, nie tylko tych określonych w instrukcji, ale także tych, jakie gracze mogą wprowadzać między sobą. Gra zdecydowanie pełni funkcję edukacyjną, ponieważ uczy matematycznego myślenia, a także ważenia ryzyka. :)





Znacie tę grę? Co o niej myślicie?





Trzymajcie się ciepło i przytulnie! <3

































Requiem analogowego świata - powrót do przeszłości


Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami refleksjami na temat lektury książki pod tytułem "Requiem analogowego świata" autorstwa Rafała Cichowskiego. Książkę otrzymałam w ramach współpracy z Wydawnictwem Novae Res. Miałam do wyboru również dwie inne pozycje, na początku słowo o tym dlaczego zdecydowałam się na tę książkę...





Czemu "Requiem..."?





Przede wszystkim dlatego, że lata dziewięćdziesiąte to czasy mojego dzieciństwa i chciałam po prostu sobie powspominać. Przypomnieć klimat tamtych czasów. Byłam ciekawa, na ile autorowi udało się go oddać.





Przydymiona szaro-bura rzeczywistość lat 90tych





Mogę powiedzieć, że udało się. To książka o codzienności nastolatków rozgrywającej się w 1997 roku w Kutnie. Jej klimat określiłabym jako przydymiony, trochę filmowy. Bohaterowie są wyraziści, charakterni i przekorni. Każdy z nich ma swoje problemy, którym próbuje stawić czoła z lepszym i gorszym skutkiem.









Rafał Cichowski zwrócił uwagę na każdy detal tamtych czasów. Nie zabraknie wspominków o Bravo, sztuczkach z jojem, trzepaków, gry w piłkę i ryzykownych zabaw. Autor świetnie oddał szaro-burość lat 90tych, które w moim odczuciu właśnie takie były. "Requiem..." oddaje doskonale postkomunistyczną rzeczywistość, w której kolorowość i różnorodność dopiero się klarują.





To książka o codzienności, zwykłości, w której słychać dźwięki nie zawsze miłe dla ucha i czuć zapachy nie zawsze przyjemne dla nosa. I właśnie dlatego uważam, że świetnie oddaje ona charakter tamtych czasów.





Warto przeczytać?





Warto. Choć lektura może nie należeć do łatwych. Jako osobie przyzwyczajonej do krótkich form, ciężko mi jest nie zwracać uwagi na zbyt długie zdania. Jedno zdanie rozciągnęło się aż na 44 linijki tekstu. Osobiście wolę czytać teksty uporządkowane w krótsze segmenty. Jednak pomijając ten "mankament" uważam, że książka jest ciekawa i godna polecenia ;)

































Poczytajmy La Rochefoucaulda, odc. 1.


Od lat mam na półce "Rozważania i uwagi moralne" autorstwa La Rochefoucauld. Zawsze brakuje mi czasu i serca do tej książki, więc wymyśliłam sobie, że częściowo przeczytam ją z Wami. Wymyśliłam to sobie tak. Najpierw cytat, później mój zapewne przydługi komentarz, a potem będę czekała na Wasze refleksje w komentarzach. :D Nie będę się rozpisywać kim był La Rochefoucauld, wszyscy mamy Wikipedię, więc w razie czego, zróbcie z niej użytek.





La Roche... powiedz choć słowo





1. To, co uważamy za cnoty, jest często tylko zbiorem różnych postępków i różnych interesów, które los lub zręczność nasza złożyć umiały: i nie zawsze dzielność i czystość sprawia, że mężczyźni są dzielni, a kobiety czyste.





Moje interpretacje, z którymi nikt nie musi się zgadzać...





Jak zwykle trochę się zgadzam, a trochę się nie zgadzam. Pierwsza część zdania sugeruje, że za wszystkimi cnotami stoi jakiś interes. I myślę sobie na tej podstawie, że niezły cwaniaczek z tego księciunia. Jeśli rzeczywiście cnoty to zbiór postępków i różnych interesów, to właściwie nie istnieje coś takiego ja bezinteresowność. A moim zdaniem istnieje. Mało tego, wydaje mi się, że jest jednym z warunków szczęścia. Interesowne życie, skupione tylko na "ja" potrafi wyniszczyć człowieka i doprowadzić do ciężkiej depresji.





Z drugą częścią zdania już bardziej się zgadzam. Ale też się trochę nie zgadzam. Zgadzam się, bo pod pozorem dzielności może kryć się tchórzostwo, a pod pozorem czystości potrzeba wywyższania się. Ale jeżeli tak jest, to czy możemy mówić o prawdziwej dzielności i prawdziwej czystości? Czy raczej o zwykłej hipokryzji, która nie ma nic wspólnego z cnotami?





No nie wiem, księciuniu...





Jak dla mnie Twoje pierwsze zdanie mało jest przekonujące i nie wiem, za bardzo jak mam Cię rozumieć. Ale może to po prostu kwestia rozbieżności w naszych charakterach... Okażę się w miarę dalszej lektury.





Ktoś? Coś?





Jeśli macie ochotę poczytać i podyskutować ze mną, zapraszam do udzielania się w komentarzach.





Trzymajcie się ciepło i przytulnie <3