Zapiski z kwarantanny #01 Początek

Długo zastanawiałam się nad tym, czy wchodzić bardziej w temat kwarantanny i koronawirusa. Jak wiecie, raczej nie robię zbyt wielu prywatnych wpisów pomimo tego, że mój blog zawiera sporą część życia i naszych codziennych zajęć. Na moją decyzję o tej (mam nadzieję krótkiej) serii, wpłynęły dwie rzeczy. Wasze pytania z Instagrama i boom w statystykach, którego doświadczyłam praktycznie z dnia na dzień. 

Co u nas...

Mamy się dobrze, jesteśmy zdrowi i na szczęście posiadamy balkon. Choć nie jest imponująco duży, udaje nam się skutecznie zagospodarować czas naszemu Synkowi i nam samym, również. Na pytanie: Co słychać? Odpowiadamy to samo, co większość społeczeństwa. Czyli: Siedzimy. Myślimy z dnia na dzień, robimy to, co jest do zrobienia.

Wczoraj dostałam na Instagramie prywatną wiadomość z zapytaniem jak wymyślam sobie zajęcia na kwarantannę (jeśli chcecie się ze mną skontaktować, Instagram jest super do tego celu). I nieco mnie zbiło z tropu to pytanie, ponieważ już od dawna nie jestem w trybie siedzenia i wymyślania. Zajęcia wymyśla mi trochę sytuacja, trochę dom, trochę moje własne poczucie estetyki, trochę praca, a przede wszystkim nasz Syn. Czasami sama nie mogę się doczekać aż obudzi się z popołudniowej drzemki i zaatakuje mnie salwą śmiechu. Pomysły pojawiają mi się w głowie i jedyne co robię, to wybieranie jednych kosztem innych.

Widoki z okna są przeróżne

Ale najbardziej bawi mnie to (czarny humor), jak widzę gościa w rękawiczkach i w maseczce, który chwilę później wyciąga z kieszonki papieroska, odpala, odchyla maseczkę i puszcza przysłowiowego dymka, przy każdym wdechu całując swoje boskie, niebieskie rękawiczki. Smacznego! 

Śmieszy mnie to na równi, jak pewna kobieta, którą widziałam wiele lat temu, gdy jechałam samochodem z Tatą. Miała na oczy naciągniętą wełnianą czapkę, tak, że wystawał jej tylko nos i chciała przejść przez przejście dla pieszych. Nie widziała nic przez tą czapkę i zamiast ją po prostu poprawić, podniosła nos tak wysoko, że prawdopodobnie dałoby się zobaczyć przez niego mózg i w tej dziwacznej pozie się rozejrzała.

Logika! No bo co z tego, że ubierzesz się nawet w skafander przed koronawirusem, skoro zamierzasz go oblizywać po parę razy dziennie, np. przy papierosku. Jest jeszcze ta grupa, która sądzi, że koronawirus nie istnieje, kompletnie nie stosuje się do panujących zasad, a w chwilach załamania nerwowego na potęgę wykonuje jakieś dziwaczne rytuały, które mają za zadanie przemówić Bogu do rozumu.

Myślę sobie... Dżizas no naprawdę?

Jakby w świecie za mało było pustej rytualności. To dowalmy jeszcze jakieś cuda na koronawirusa. A wystarczyłoby przekartkować Biblię, zamiast słuchać całej rzeszy rozmaitych dziwacznych person, które wykorzystują ludzkie obawy do tworzenia własnej teologii, która niewiele ma wspólnego z wiarą w Boga, czy byciem blisko Jezusa.

Wiara jest trudna i prosta zarazem. A żeby słuchać Boga, trzeba czytać co ma nam do powiedzenia. Jezus i tak zmartwychwstaje. Wcale nie bardziej dla tych, którzy przed kwarantanną bili się o pierwszą ławkę w Kościele. Te licytacje, kto więcej wymodli to jakaś plaga. A tymczasem zauważcie, że nasze życie mocno się uprościło przez te wszystkie ograniczenia. I może zamiast słuchać szamanów, wróćmy do prostoty naszych serc, ale używajmy też mózgu i nie narażajmy innych ze względu na naszą wszechwiedzę, którą zdmuchnie pierwszy kaszel?

Miejcie się dobrze, trzymajcie się dzielnie, rozmawiajcie z Bogiem o wszystkim, o tym, co Was boli, co Was dręczy, czego się boicie, o czym marzycie. Relacja jest rozmową, a nie wypełnianiem jakiegoś algorytmu. Nie ważne którą nogą wstajesz, ważne gdzie jest Twoje serce.

Ahoj!
PODPIS

Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Daję Słowo