Moja filozofia, wychowanie przez pozwalanie

Wychowanie to trochę droga eksperymentu, trochę obserwacji, trochę czynników losowych, ale w dużej mierze uważności. I wcale nie mam na myśli tego: Ojoj! Uważaj bo się przewrócisz. Ale mam na myśli: Uważam. Bo wiem, że moje zachowanie cały czas wpływa na Ciebie Panie Malutki. Jasne, w takim podejściu też można przesadzić. Nie chodzi o to, aby chodzić jak na szpilkach. A o co chodzi? Czytajcie dalej to się dowiecie.

Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz

To tekst z pewnego kultowego serialu, ale uważam, że jest w nim dużo prawdy. Ja sama, praktycznie nigdy i niczego nie nauczyłam się na błędach innych. Nie działało mówienie do mnie o czymś, musiałam sprawdzić jak wszechświat zadziała w stosunku do mnie. W jakimś ważnym, albo nieważnym poradniku przeczytałam także o tym, że dzieci uczą się więcej z naszego zachowania i czynów, a nie z tego, co się do nich mówi.

Oczywiście nie oznacza to prowokowania niebezpiecznych upadków dzieci. Ale ojtititit! cicirici! przy każdym potknięciu też nie jest dobrym rozwiązaniem. Daj dziecku zdecydować, czy ten upadek był ciężki, czy nie, zanim zaczniesz litanię do Przenajświętszego. Nie mówię o ciężkich upadkach, ale o zwykłym spadnięciu z podłogi na podłogę. Dzieci uczą się z naszych reakcji. I nawet jeśli na początku nie przeżywają drobnych upadków jako traumy, jest szansa, że zaczną to robić, jeśli pokażemy im, że tak się powinno reagować. Czy to znaczy, że nie przytulam mojego dziecka? Oczywiście, że nie. Ale daję mu podjąć decyzję o skali problemu i o tym, jak ja jako rodzic mam się w stosunku do tego zachować.

Nie zabieraj dziecku możliwości osiągnięcia sukcesu

Znam takie osoby, które swoje dzieci wyręczały we wszystkim nawet do 25 roku życia. Od załatwiania rzeczy na studiach po wybór partnerów życiowych. Brzmi to raczej żałośnie i założę się, że żaden z Czytelników tego bloga nie chciałby takiego losu dla siebie. Specjalnie uderzyłam skrajnością na początku, ale sprawa zaczyna się we wczesnym dzieciństwie.

Jestem absolutnie za tym, aby wychowywać dzieci zdolne i samodzielne. A nie wyręczać we wszystkim. I wcale nie chodzi tu o jakiś dziwaczny rygoryzm znany z katolickich szkółek, gdzie trzeba siedzieć prosto i mieć związane włosy, a żyjąca na "kocią łapę" (nie lubię tego określenia i nikogo nie rozliczam, chodzi mi o hipokryzję) dyrektorka oferuje, że będzie modlić się za Ciebie jeśli raz kupisz sobie chipsy (to nie jest pusty slogan, w mojej szkole tak było, więc chwała Bogu za to, że wciąż w Niego wierzę). 

O co chodzi w tym moim podejściu? Widzę satysfakcję i radość na twarzy mojego dziecka, gdy uda mu się coś zrobić samodzielnie. Nie chcę zabierać mu tej radości i możliwości osiągnięcia sukcesu, dlatego nie wyręczam go. Pokazuję, jeśli trzeba pomagam i przede wszystkim pozwalam. Jasne, że w pewnych sytuacjach nie da się uniknąć, bałaganu, brudnej buzi, czy dżemu w miejscach niepożądanych. Ale widzę to, jak bardzo lubi, gdy stawia się przed nim zadania. Cieszy się, gdy uda mu się wykonać je poprawnie, a ja dzielnie mu dopinguję zamieniając się w podstarzałą czirliderkę, skandującą pozytywne hasła. Ale czy nie o to właśnie chodzi w życiu? Niezależnie od tego, ile mamy lat, robiąc cokolwiek po raz pierwszy, potrzebujemy wsparcia.

Wspieracze, których powinni używać rodzice

Są takie teksty, które każdy chciałby usłyszeć. Szczególnie powinny słyszeć je dzieci już od najmłodszych lat. Wypowiadając je (oczywiście szczerze), budujemy relację z dzieckiem. I przede wszystkim budujemy w nim poczucie własnej wartości. Oprócz chwalenia za to, co dobre, ważne są również nasze reakcje w przypadku porażki. Dziecięce serca są gorące, ale łatwo je zgasić nieodpowiednim tekstem, miną, czy reakcją. Dzieci są jak małe gąbeczki, które tworzą sobie wizję świata i własnych możliwości w oparciu o komunikaty, które dostaną od rodziców. Do takich pozytywnych komunikatów należą między innymi:

  • Świetnie to zrobiłeś (warto zwrócić uwagę na to, że udało Ci się to zupełnie inny komunikat. Komuś może się udać wygrać na loterii. Łapiecie różnice? Dlatego tak ważne jest, by nie przesadzać z rzucaniem ogólnikami).
  • Wierzę, że dasz radę to zrobić
  • Spokojnie, poradzisz sobie
  • Wierzę w Ciebie
  • Wiem, że potrafisz 
  • Spróbuj to zrobić po swojemu
  • Tym razem nie wyszło, ale następnym razem spróbujesz zrobić to innym sposobem i na pewno dasz radę!
To tylko kilka przykładów, być może kiedyś napiszę wpis całkowicie poświęcony tej kwestii. Pominęłam tak oczywisty komunikat jak Kocham Cię, którego moim zdaniem nigdy nie jest za wiele.

Nie opowiadaj kłamstw!

Wielu rodziców wpada w pewnym momencie w spiralę kłamstw. Bo dziecko nie chce się słuchać, bo zadaje pytania zbyt obcesowo, bo... po prostu, jesteśmy zmęczeni i chcemy odpowiedzieć coś na odczepnego. To błąd. W ten sposób pokazujemy, że tak można i nie powinniśmy się dziwić, że dziecko przyzwyczajone do kłamstw w pewnym momencie samo zacznie kłamać. Częstokroć są to kłamstwa bardzo niewinne, np. popsuł się telewizor i nie można oglądać bajek. Od tego się zaczyna. 

Uwierzcie mi, nawet takie małe dziecko wie, kiedy się robi z niego kretyna. I nie jest to fajne uczucie. Póki co, moje dziecko jest na tym etapie, w którym rozumie więcej niż samo jest w stanie wypowiedzieć, ale nie kłamię. Wszystko tłumaczę i uprzedzam o tym, co zrobię. Przykład? Zbliża się pora mycia, a nasz Synek jest w fazie głębokiej twórczości i nie wygląda jakby chciał oddać pisaki. Pokazuję mu na zegar i mówię jak wskazówka będzie tu, zabiorę Ci pisaki i pójdziemy się umyć, bo to czas mycia. I faktycznie, kiedy wskazówka znajduje się w wyznaczonym miejscu, zabieram pisaki. Czasami kończy się to płaczem i wtedy przypominam mu co mówiłam, co zrobiłam i dlaczego.

Traktujmy się poważnie

Uważam, że ten Mały Człowiek nie zasługuje na mniej poważne traktowanie przez to, że jest mały. Ma swoje uczucia, a także, choć wielu rodzicom trudno w to uwierzyć, już od początku istnienia ma swoje własne życie poza sferą "dziecko - rodzic". Jak to? Nie mamy wglądu do świata snów i wyobrażeń naszych dzieci. Na co dzień dotykają ich różne bodźce, powodujące różne stany, myśli i samopoczucie. Ile razy, my dorośli wstajemy z łóżka lewą nogą? 

Dzieci także mają takie doświadczenia. Są takie dni, w których są bardziej markotne i mniej wiedzą, co same mają na myśli. Właśnie wtedy potrzebują naszego wsparcia, a nie klasycznego rodzicielskiego: Przestań marudzić! Poza tym, prawie zawsze jest jakiś powód. Czasami wystarczy zapytać, innym razem po prostu przytulić. Dorośli w stosunku do dzieci zbyt łatwo usztywniają się i wchodzą w hierarchiczną relację, zamiast spojrzeć z perspektywy dziecka. Tymczasem zwykle okazuje się, że rozwiązanie jest i jest ono proste, choć dużo wysiłku czasem kosztuje dojście do tej wiedzy.

To działa w dwie strony. Dlatego kiedy mam zły dzień mówię o tym mojemu dziecku: Wiesz, mam zły dzień, czuję się źle. Jest mi smutno. Już nawet zdarzyło się, że mój Syn w takiej sytuacji pogłaskał mnie po głowie i powiedział: cacy cacy.

Po co mówić dziecku o tym, co się w nas dzieje? Żeby wiedziało, że każdy z nas ma prawo do gorszego dnia i jest to w stu procentach normalne. Wszyscy jesteśmy ludźmi, niezależnie od wieku.


Trzymajcie się ciepło i przytulnie, 
Ahoj!

PODPIS




Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Mama Kapitan