Za co lubię skandynawski styl?

Kiedyś na zajęciach fotograficznych usłyszałam, że nawet gdy robię zdjęcie na temat "gorąco" nie potrafię wyzbyć się swojego chłodu. I coś w tym jest. Być może ktoś mógłby uznać, że taka informacja jest w jakiś sposób przygnębiająca. Dla mnie? Raczej definiująca to, kim jestem.

Nie lubię rozmów o niczym

I bardzo możliwe, że właśnie dlatego moje grono znajomych jest mocno okrojone. Nie czuję się z tego powodu źle, bo rzeczywiście wszystkie relacje, które w swoim życiu mam, uważam za ważne i wyjątkowe. Nie tracę czasu na zadawanie kurtuazyjnych pytań, czy powielanie sztucznych uprzejmości. Jestem miłym i uśmiechniętym człowiekiem, ale nie pochwalę czyjejś fryzury jeśli mi się ona nie podoba. I nie będę udawała, że ktoś jest kryształowy tylko dlatego, że należy do mojej rodziny.

Wszyscy myślą, a tylko ja wypowiadam

Wielokrotnie spotkałam się z tym, że jestem zazwyczaj tą osobą, która powie na głos to, o czym inni tylko myślą. Nie specjalnie się boję tego, jak ktoś mnie odbierze a w pewnych sytuacjach wprowadzanie odrobiny żenady jest dla mnie całkiem zabawne. I czasami naprawdę lubię wprowadzać innych w zakłopotanie, nie ze złośliwości, ale po prostu z upodobania do obserwacji reakcji ludzi.

Lubię siebie odchodzącą

Zdałam sobie z tego sprawę podczas oglądania filmu Revolutionary Road. Właściwie nie ma takiej sytuacji w życiu, w której żałowałabym swojego odchodzenia. Mowa o relacjach, pracach i sytuacjach życiowych. W każdej pracy, czy relacji starałam się być na sto procent. Ale kiedy przychodzi taki moment, że nie ma już nic więcej do powiedzenia, ani do zrobienia trzeba umieć odejść. Kojarzy mi się to raczej pozytywnie, z uczuciem ulgi, pełni zrozumienia samej siebie i taką świadomością, że już nic więcej nie da się zrobić, a kolejnym krokiem jest po prostu nowy początek. I tu pocieszająca informacja dla życiowo poszukujących... Im więcej razy odejdziesz, tym szybciej odnajdziesz miejsce, w którym będziesz chciał zostać.

Jak to się ma do stylu skandynawskiego?

  • Nie boję się otwartości.
  • Lubię surowiznę wnętrz, którą wypełnia ciepło ludzkich relacji. 
  • Lubię prawdę, częściej jest nią kółko od kawy na blacie niż doskonale udekorowany i perfekcyjnie wystrojony dom.
  • Nie czuję potrzeby kontrolowania innych, choć inni często nudzą się w życiu i bardzo chcą kontrolować mnie. Jest to coś, czego wybitnie nie lubię ale nie czuję się zobowiązana do tego by spełniać czyjekolwiek oczekiwania i nie zamierzam tego zmieniać.
  • Nie wybiorę czegoś tylko dlatego, że podoba się wszystkim. Tak samo, nie stoję za tymi, którzy nie mają racji, niezależnie od tego kim są te osoby.
  • Wolę mieć mniej rzeczy, żeby mieć więcej miejsca na duszę i wewnętrzny spokój. A poza tym nie lubię sprzątać, wolę żyć zamiast wiecznie wycierać kurze z przedmiotów, których nie używam.
  • Cenię sobie "mniej" by nie rozpraszać się tym, co nie jest ważne.
  • Lubię przydymione zdjęcia, bo życie również bywa przydymione, ale nie czyni go to mniej wartościowym, a wręcz przeciwnie.
  • Białość mebli i ścian, jest jak niezapisana kartka papieru, na której można stworzyć nową historię.
  • I nawet jeśli zaprosisz mnie na super wypasionego drinka, ja i tak wybiorę herbatę z cytryną z moim Mężem. ;) 

To jest moje rozumienie skandynawskiego stylu. A Wy? Jaki macie? Jaki lubicie? 
Dajcie znać! Jestem bardzo ciekawa!


Trzymajcie się ciepło i przytulnie,
PODPIS



Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!

Komentarze

Copyright © Mama Kapitan