Moje dzieci koty

Od czasu do czasu spotykam się z tendencją porównywania macierzyństwa do posiadania psa, czy kota. Za każdym razem jak mnie to spotyka, nie mam pojęcia co z tym zrobić. Po pierwsze, to żenujące. Po drugie tak bardzo niewspółmierne i nieporównywalne, że postanowiłam na ten temat napisać artykuł.


Inna odpowiedzialność

Posiadanie psa lub kota, to oczywiście jest jakaś odpowiedzialność. Ale umówmy się, choć lubię zwierzęta, daleko mi od twierdzenia, że jest to to samo, co macierzyństwo. No błagam! Dziecko to nieograniczona studnia możliwości, w którą jako rodzic wlewasz pewne wartości. Odpowiadasz za zdrowie dziecka, za jego stan psychiczny i materialny (ten ostatni na końcu, bo chyba zgodzicie się ze mną, że miłość, czas i zaangażowanie są najważniejsze). Jako rodzic w naprawdę olbrzymiej sferze odpowiadasz za stany psychologiczne swojego dziecka, za jego pewność siebie, wiarę we własne możliwości.

Niewiedza i eksperyment

Jako rodzic ciągle stajesz w nowej sytuacji. Twoje dziecko cały czas się rozwija, zmienia. Stawia przed Tobą nowe wyzwania. Nie jest tak, że dojrzewasz do macierzyństwa i jesteś gotowa na wszystkie sytuacje, które spotkają Cię w przyszłości. Jako matka dojrzewasz cały czas i tak już będzie do Twojej śmierci. Najpierw uczysz się umieć być matką niemowlaka, potem małego dziecka, potem przedszkolaka, uczniaka, nastolatka i dorosłego. Każdy ten okres stawia przed Tobą nowe wyzwania. Dziecko uczy działania nawet wtedy, kiedy nie wiesz co masz robić, ale wiesz, że musisz coś zrobić w odpowiedzi na jakąś sytuację czy stan. I naprawdę nie wiem, jak można do tego porównywać opiekę nad zwierzęciem, która jest do pewnego stopnia przewidywalna - nie mówiąc o tym, że waga opieki nad zwierzakiem, a waga wychowania to dwie kompletnie różne rzeczy.

Wszystko co mówisz i robisz ma znaczenie

Czy można to powiedzieć o opiece nad świnką morską lub papugą? No nie. Nad psem i kotem? No nie. A relacja bycia rodzicem, to relacja w której dziecko jak gąbka chłonie Twoje zachowanie, Twoje wzorce i tak naprawdę nigdy nie możesz wybrać momentu, który miałby zostać wchłonięty przez dziecko. I nigdy nie wiesz, który moment Twojego własnego zachowania akurat przejdzie na dziecko.  To trochę loteria, trochę coś, co da się ukształtować, ale efekt finalny i tak zawsze będzie zaskakujący.

Oczywiście argumenty można by było mnożyć i mnożyć.
Co Wy uważacie na ten temat?




Trzymajcie się ciepło i przytulnie,
PODPIS



Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się koniecznie na mój Newsletter!
Copyright © Daję Słowo