Superfarmer & Koza, rodzinna rozgrywka w naszym domu


Niedawno nawiązałam współpracę z firmą Granna. Jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwa i dziękuję pięknie za okazane zaufanie <3 . Jest to ważna informacja dla moich Czytelników, ponieważ od teraz, na blogu znajdziecie również recenzje gier i zabawek. :) A tymczasem zapraszam do lektury...









Superfarmer wielki powrót...





Nie było to dla mnie pierwsze spotkanie z grą Superfarmer. Mam starą wersję tej gry i bardzo ją lubię. W nowej bardzo podobają mi się zagrody (są to plansze na zwierzęta) oraz figurki psów, które w starej wersji występowały jako obrazki na prostokątnych kartonikach. Tabliczki ze zwierzętami również zmieniły formę, są okrągłe, większe niż ich starsze poprzedniczki, bardziej wyraziste i śmieszne (co dodaje humoru rozgrywce).









Ale zaraz, zaraz, o co chodzi...





No właśnie, ja jak zwykle po swojemu. Najpierw zachwyty, a potem konkrety. Na czym polega Superfarmer? W grze chodzi o to, żeby uzbierać pełną zagrodę zwierząt. To znaczy taką, w której znajdzie się przynajmniej jeden królik, owca, świnia, krowa oraz koń. Gracze rzucają kostkami i w zależności od tego, co wypadnie na kostce dobierają lub tracą zwierzęta. Plan uzbierania pełnej zagrody może popsuć lis, wilk, a w tej wersji również niesforna koza.









Grę udało nam się rozegrać rodzinnie





Ponieważ rozpakowaliśmy ją w dniu, w którym odwiedzili nas moi rodzice. Tak się złożyło, że nasz Pierniczek przysnął, a dorośli postanowili oddać się poważnej rywalizacji. Niestety nie wygrałam, chociaż osobiście uważam, że jestem Superfarmerką no to cóż... Nie tym razem. Jak podejrzewam najbardziej wygrać chciał Pan Mąż, ale taktyka mojego Taty okazała się bardziej skuteczna (składam oficjalne gratulacje).





Nie wspomniałam o dość ważnym elemencie tej gry, jakim jest wymiana. Na tabliczkach napisano wartość poszczególnych zwierząt. I tak np. 6 królików można wymienić na 1 owcę. Jest to gra strategiczna, ale też ekonomiczna. Trzeba nieustannie myśleć o tym, co się bardziej opłaca i swoje decyzje dzielić przez ryzyko wyrzucenia wilka, przed którym uchronić może tylko duży pies.









Ciekawostka





Ta gra u swoich początków nazywała się "Hodowla Zwierzątek". Powstała w 1943 roku w Warszawie, a jej autorem był polski matematyk, Karol Borsuk. Utracił on miejsce pracy po tym, jak Niemcy zamknęli Uniwersytet, a sprzedaż gry była sposobem na podratowanie domowego budżetu. I wiecie co... Bardzo się cieszę, że profesor Karol Borsuk stracił pracę, bo gdyby nie to... nie byłoby Superfarmera :)









Czy warto?





No pewnie, że warto. Ta gra wciąga różne pokolenia. Wciągnie dzieci, ale także dorosłych. Wariantów jest mnóstwo, nie tylko tych określonych w instrukcji, ale także tych, jakie gracze mogą wprowadzać między sobą. Gra zdecydowanie pełni funkcję edukacyjną, ponieważ uczy matematycznego myślenia, a także ważenia ryzyka. :)





Znacie tę grę? Co o niej myślicie?





Trzymajcie się ciepło i przytulnie! <3

































Copyright © Daję Słowo